sobota, 27 listopada 2010

Late second

Chciałam żeby było super fajnie,a le wyszło jak zawsze. Już dawno powinnam była coś tu napisać, ale jak zwykle czas... albo raczej ja, okazałam się swoim własnym wrogiem. Jak zawsze.

Trochę nad tym myślałam i zdecydowałam że jednak chcę żeby ludzie czytali to co piszę... może to coś zmieni, może to okaże się ważne. Teraz tylko muszę pisać na tyle interesująco/szokująco itp. itd. żeby ludzie chcieli to czytać...

Zastanawialiście się czasami nad sensem życia? Wiecie te wszystkie dyrdymały w stylu: kim jestem i dokąd zmierzam? czy to co mnie otacza jest prawdziwe czy to tylko cienie na ścianach jaskini, czy Matrix jest prawdą . . . . mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Ja czasami nad tym myślę. Czasami w czyli w tych rzadkich momentach kiedy nie jestem zbyt zapatrzona w komputer, kiedy mój umysł jest na tyle trzeźwy by w ogóle myśleć. Oglądacie demotywatory? ja tak. A znacie te demoty z kiblem? I nie, nie chodzi mi o te postimprezowe. Raczej te o kibu jako miejscu skupienia, gdzie przychodzą Ci do głowy najlepsze pomysły (np. ten). W każdym razie ja całkowicie się z nimi zgadzam. Mam nawet na ten temat swoją własną teorię (która prawdopodobnie nie jest anwet moja własna bo ktoś wcześniej na to wpadł... ale sokro ja o tym nie wiedziałam to jednak może ta teoria jest moja? jak to jest z tymi prawami własności/autorskimi/patentowymi? czy nie tak było z telefonem czy jakąs tam lampą? to temat do zastanowienia, czas wrócić do poprzedniego) ekhm, więc o czym to ja...? a tak, o mojej wspaniałej teorii. Kibel jako miejsce skupienia - głównie fizycznego dolnych partii mięśni pleców, wzbudza u nas również skupienie umysłowe (coś jak: gdy ciało pracuje to umysł wędruje). W każdym razie kiedy nasze ciało zajęte jest tym czym jest zajęte, kiedy pozbywamy się z niego 'odpadków', nasz umysł jest wolny od wszelkich ograniczeń, doświadczamy pewnego rodzaju 'oczyszczenia', nie tylko fizycznego, co właśnie prowadzi do porywów genialności. Które jednak niestety są wymywane z naszej głowy wraz z dźwiękiem spłuczki i zamykanych drzwi, gdy wracamy do prozy życia. W ogóle nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, jak wszystko co Nas otacza, wszystko co robimy, nawet  najprostsze i najbardziej błahe czynności można jakoś zmetaforować (czy jest w ogóle takie słowo ??? jeśli nie było to już jest ;P) i porównać do sensu życia. Nawet sranie. Ehhh.

Dziś rano (to znaczy zależy o której dla kogo jest ranek...:)) za oknem czekała na mnie niespodzianka! Zgadnijcie co to mogło być! Nie no, kurcze za dobrzy jesteście, skąd wiedzieliście, że to śnieg?! Ja się tak nie bawię! Haha, ale to było takie śmieszne...nie. W każdym razie nie wiem czemu, ale na prawdę mnie to zaskoczyło. Znaczy ten śnieg. W pierwszej chwili gdy tak spojrzałam to w głowie pustka, WTF i o co chodzi. Wprawdzie zdjęcie jest z teraz, ale rano było po prostu jaśniej, nic poza tym. W każdym razie śnieg. No wiecie ŚNIEG. ŚŃIEEEEEG. Ciekawe czy wytrzyma do jutra. I czy powinnam wziąć parasolkę dziś wieczorem. Chociaż nie mam nic przeciwko by wyglądać jak bałwan (w takim dosłownym sensie, bo metaforycznym to zależnie od nastroju:)).

Czas kończyć to pisanie. I następnym razem zapisywać pomysły, które mi przyjdą do głowy. Zbyt często moje przypływy genialności stają się odpływami. Czas coś  z tym zrobić! Kurczę, ale się podbudowałam:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz